Poprzednie wpisy poświeciłem dość szczegółowemu opisowi naszej wyprawy i prezentacji miejsc i plemion, które odwiedziliśmy na Etiopii. Południe Etiopii jest niewątpliwe miejscem fascynującym, to co widzieliśmy tutaj znacznie przerosło nasze wyobrażenia i podroż tutaj uważamy za jedną z najciekawszych naszych wypraw w ostatnich latach.

Etiopia jest przede wszystkim krajem bezpiecznym. Jeżeli dzisiaj jednym z zasadniczych pytań przed podróżami po świecie jest pytanie o bezpieczeństwo takiego wyjazdu, to niewątpliwie Etiopia należy do miejsc bezpiecznych. Oczywiście zasady bezpiecznego podróżowania są tutaj takie same jak na całym świecie, ideałem jest wynajęcie i korzystanie ze wsparcia lokalnych przewodników, ważne (jak zawsze) jest dobre przygotowanie takiej wyprawy, unikanie miejsc niesprawdzonych i niebezpiecznych, np. my odwiedziliśmy wiele miejsc na południu, ale ze względów bezpieczeństwa i niepewności co do sytuacji politycznej zrezygnowaliśmy z podróży w pobliże granicy z Sudanem.

Etiopczycy są bardzo bezpośredni, uśmiechnięci, ich reakcje sprawiają często wrażenie dziecinnych, bowiem reagują bardzo spontanicznie. Myślę, że na ich sposób bycia i zachowania ma wpływ ich historia i fakt, że Etiopia to jedyny kraj afrykański, który nie był nigdy skolonizowany (czasem zalicza się tutaj także Liberię, ale była ona zależna przez pewien czas od Stanów Zjednoczonych). Bardzo istotną cechą Etiopczyków jest ich poczucie humoru. Przebywając z Lungo, naszym przewodnikiem przez ponad 2 tygodnie, a także spotykając jego przyjaciół i znajomych, mogliśmy się przekonać, że nawet dowcipy niepoprawne politycznie są normalną częścią ich rozmowy i żartów. Oczywiście zupełnie inne są reakcje członków pierwotnych plemion, gdzie w czasie spotkania dominuje ciekawość i niepewność (zresztą po obu stronach), wtedy najważniejsza jest tutaj po prostu umiejętność jakiejkolwiek komunikacji. Z pewnością nie obserwuje się tutaj jakiejś agresji czy niechęci do „białego człowieka”, wystarczy zachowywać się rozsądnie i przyzwoicie, np. zapytać o pozwolenie na zrobienie komuś zdjęcia. Są miejsca niebezpieczne po zmroku, np. opisany przeze mnie Merkato w Addis Abebie, ale nie wykracza to ryzyko prawdopodobnie ponad poziom ryzyka obserwowany w podobnych miejscach na całym świecie (także w Polsce).

Osobnym rozdziałem są oczywiście dzieci. Otaczały nas na każdym kroku i w każdym miejscu, jakakolwiek ilość cukierków, ciastek, ale także długopisów czy zeszytów była zawsze za mała, aby je wszystkie zadowolić. Zresztą dzieciaki zadowalały się każdym prezentem, opisywane jest szeroko ich proszenie się, wręcz żebranie o puste, plastikowe butelki, które przydają się później ich rodzinom w gospodarstwie domowym. Zawsze roześmiane, często popisywały się swoim tańcem lub śpiewem chcąc przyciągnąć naszą uwagę i dostać więcej prezentów.
Mówimy o kraju, który jest jednym z najbiedniejszych na świecie i chociaż w ciągu ostatnich lat obserwuje się tutaj „boom” gospodarczy, to Produkt Krajowy Brutto "per capita" wynosi tutaj 575 dolarów amerykańskich (dane za 2014 rok) – dla Polski PKB „na głowę” wynosi 25 105 dolarów.



Etiopia w ostatnich latach należy do najszybciej rozwijających się gospodarek świata, ze wzrostem rocznym na poziomie 7.0-9.0%. Wspominałem już o budowie dróg, mostów, inwestycje w koleje a także przemysł energetyczny. Jak dotychczas, gospodarka Etiopii opiera się na rolnictwie, którego wkład w PKB wynosi ponad 40%, jednocześnie stanowi ponad 80% ogółu zatrudnienia i 85% wartości eksportu. Najaktywniejszym partnerem na polu gospodarczym od kliku lat są Chiny, niemal 85% rożnych inwestycji realizowanych jest przez chińskie korporacje. Oczywiście jak zwykle w przypadku krajów tak zacofanych, szybki, często niekontrolowany rozwój inwestycji powoduje paradoksalnie silne dysproporcje pomiędzy rożnymi rejonami kraju, a jednocześnie buduje czasami karykaturalny obraz rozwoju i warunków codziennego życia. Widok bosego, ledwie ubranego członka plemienia Hamar czy Bana rozmawiającego przez telefon komórkowy może budzić uśmiech na twarzy – zwłaszcza, że zasięg sieci komórkowej jest tutaj nieprzewidywalny, a ładowanie telefonu komórkowego może stanowić nie lada problem. Spotkaliśmy członków plemienia Hamar, którzy ładowali telefony co 2 tygodnie podczas dni targowych i takie naładowanie starczało im na 4-5 dni. Często telefon wykorzystywali jedynie do odsłuchiwania muzyki.

Jedne z największych inwestycji obecnie w Etiopii to budowy dróg. Im dalej na południe tym oczywiście trudniej używać słowa „droga”dla miękkich, piaskowych, często podmokniętych i nieprzejezdnych po deszczu traktów prowadzącym ku plemionom Doliny Omo. Szczególnie w okolicy większych miast, jak Konso, Sodo czy Shashemene (uważane za najbardziej nieprzyjazne miasto dla turystów) obserwuje się budowy krótkich odcinków asfaltowych dróg. Pracują przy nich lokalni mieszkańcy, którzy są często bardzo mizernie opłacani. Pracują zazwyczaj do późnych godzin wieczornych i nie wracają już na noc do domów, ale śpią w przydrożnych, prowizorycznych namiotach, aby wcześnie rano zacząć ponownie pracę. Z jednej strony widać nowoczesny, ciężki sprzęt wykorzystywany do budowy dróg a obok blokujące drogę wozy, najczęściej ciągnięte przez osły.



Przejazd przez Dolinę Omo może być pełen niespodzianek, zwłaszcza w porze deszczowej. Także w porze suchej, kiedy często występują gwałtowne, obfite opady deszczu, przejazd tutaj może być utrudniony i wymagać cierpliwości, np. musieliśmy czekać pewnego dnia przez około godzinę, aż opadnie poziom wody w korycie, które utworzyło się po obfitej ulewie i przecinało w poprzek drogę, czyniąc ją nieprzejezdną. W Turmi musieliśmy zrezygnować z noclegu w Buska Lodge, bowiem po opadach deszczu droga do hotelu była zupełnie nieprzejezdna. Sama jazda samochodem jest pewnym wyzwaniem pełnym emocji, pomimo kiepskich dróg jeździ się tutaj szybko i odważnie, często można zapomnieć o zasadach ruchu drogowego. Nawet drogi asfaltowe są zazwyczaj pełne głębokich kolein i dziur, stąd jazda zygzakami z lewej na prawa stronę jest czymś zupełnie normalnym. Drogi są także normalnym miejscem poruszania się pieszych, dzieci idą całymi grupami do szkoły, sprzedawcy wystawiają swoje towary na skraju dróg i oczywiście co chwila przejazd tarasuje pędzone stado bydła lub kóz.



Addis Abeba jest miejscem odbiegającym od reszty kraju zarówno pod względem infrastruktury jak i tempa życia. Panuje tutaj na drogach chaos typowy dla stolic trzeciego świata, początkowo można się poczuć nieco przytłoczonym tym rozgardiaszem i bałaganem. Miasta na południu, jak Jinka czy Konso żyją z turystów, ważnym miejscem są lokalne targowiska, gdzie koncentruje się handel i życie miejscowej społeczności. Na targu można nie tylko coś kupić czy sprzedać, ale także załatwić szereg spraw codziennych, np. wynająć przewodnika lub zasięgnąć informacji. 

Warto pamiętać, że prawie 50% społeczności Etiopii stanowią chrześcijanie należący do prawosławnego kościoła etiopskiego (katolików jest około 2%). Muzułmanie to około 35% społeczeństwa, są to głównie sunnici. Protestantów jest około 15%. Niewątpliwie jednym z najciekawszych jest religijny ruch rastafarian, który w Etiopii ma wielu wyznawców. Ruch ten zapoczątkowany został na Jamajce przez Marcusa Garveya, ale w Etiopii rozwinął się i znalazł wielu wyznawców, głównie za sprawą uznania cesarza Hajle Sellasje I za ziemską emanację boga Jah, w którego wierzą rastafarianie. Sam ruch wywodzi swoją nazwę od chrzestnego imienia cesarza – Tafari Makonnena. Rastafarianie wierzą w ideę panafrykanizmu (powrót do korzeni) i odzyskanie Afryki z rąk białych kolonizatorów. W latach 30tych XX wieku Etiopia była jedynym niepodległym krajem w Afryce i Hajle Sellasje został ogłoszony przez Garveya nowym Mesjaszem tuż po swojej koronacji. Ruch rastafarian łączy pewne cechy chrześcijaństwa z naukami społecznymi Hajle Sellasje i rastafarianie wierzą, że nauki cesarza zaprowadzą wszystkie ludy do Ziemi Obiecanej. Ich symbolem jest Lew Judy, symbol znany ze Starego testamentu. Cesarz Hajle Sellasje miał wywodzić się w prostej linii od Salomona, czyli z pokolenia Judy. Lew Judy jest godłem umieszczonym na herbie Jerozolimy. Rastafarian łatwo zauważyć w Etiopii, gdyż noszą oni dredy, splecione gęsto warkoczyki są symbolem Lwa Judy oraz znakiem powrotu do natury. Palenie marihuany przez rastafarian jest aktem duchowym, oczyszczającym ciało i umysł, a samą marihuanę uważa się za Drzewo Życia, wspominane w Piśmie. Shashemene jest miastem, gdzie żyją i dominują rastafarianie, mają tutaj swoje kościoły, prowadzą restauracje i hotele. 


Walutą obowiązującą w Etiopii jest "birr". W czasie naszego pobytu 1 dolar amerykański miał wartość około 20 birrów, a funt brytyjski 31-33 birry. Ważne jest, że kurs wymiany jest taki sam we wszystkich bankach czy punktach wymiany walut np.w hotelach. Także na lotnisku kurs jest taki sam jak bankowy, można więc wymienić walutę na lotnisku bez żadnej straty. Nie ma żadnego problemu ze znalezieniem banku, wszystkie są dobrze strzeżone przez strażników z bronią. Przed wejściem należy się wylegitymować, aparat fotograficzny należy zostawić  w depozycie pod opieką strażnika, bądźcie przygotowani na żmudną, biurokratyczną procedurę spisywania waszych danych z paszportów, pytania o numery telefonów kontaktowych nawet wtedy, gdy wymieniana kwota jest bardzo mała. Już pierwszego dnia wymieniliśmy naszą walutę na birry, część gotówki wymieniliśmy na banknoty jedno- i pięciobirrowe, bowiem jedynie takie są często honorowane przez wiele plemion jako opłata za wykonanie zdjęcia czy zakupione towary. Tak małe wartości przydają się także jako napiwki. Ogólnie można powiedzieć, że koszty życia dla turystów z Europy są śmieszne małe. Cena 1 litra benzyny w czasie naszego pobytu wynosiła 18 birrów !! (poniżej jednego dolara). Cena dobrego, lokalnego piwa w najlepszych hotelach wahała się od 10 do 20 birrów. Coca Cola lub Fanta – 15 birrów. Jedna rada: nie żałujcie drobnych napiwków, nawet 5 birrów otwierało przed nami niejedno ciekawe miejsce i niejedne drzwi........

Etiopia to kraj ogromnych kontrastów, typowych dla Afryki i krajów trzeciego świata. Można tutaj przyjechać i zamieszkać w hotelach niewiele odbiegających od standardów europejskich, nie orientując się nawet, że przebywa się w jednym z najbiedniejszych krajów świata. Z drugiej strony, można zetknąć się ze skrajną nędzą, praktycznie nie spotykaną w Europie. W Addis swoje hotele mają sieci Sheraton i Hilton. Jedne z najlepszych hoteli w kilku miejscach Etiopii otworzył Haile Gebreselassie, były mistrz olimpijski na 10 tysięcy metrów z Sydney w 2000 roku – tzw. Haile Hotels. Mieszkaliśmy w jednym z jego hoteli w Awassie. W środku parku narodowego Bale para Amerykanów wybudowała ostatnio hotel w formie komfortowych bungalow oferujących wszystkie wygody cywilizacji. Myślę, że przy wyborze hoteli warto kierować się zdrowym rozsądkiem i trasą podróży, raczej nie podporządkowywać naszego pobytu w Etiopii do miejsc, gdzie takie „wypasione” hotele funkcjonują. Najciekawsze miejsca są, jak zwykle, poza głównymi trasami. Warto posłuchać lokalnych przewodników, my spaliśmy w rożnej klasy hotelach, zawsze istotne było pewne minimum – woda, akceptowalny standard czystości, wygodna lokalizacja dla wypełnienia planów naszej podróży. Takich hoteli nie brakuje, nawet na głębokim południu.

Warto rozmawiać ze spotykanymi ludźmi. Brzmi to nieco trywialnie, ale faktem jest, że możecie być przygotowani na ciekawość lokalnych mieszkańców i zagadywanie niemal w każdym miejscu, które odwiedzicie. Dzieci będą szczególnie aktywne pod tym względem, często za cel obierając sobie dotknięcie waszej ręki czy wręcz niemal uwieszenie się do waszego ramienia. Wszystko co robiliśmy, każdy gest, słowo, posiadany przedmiot -  natychmiast wzbudzały ciekawość. Pokazanie zrobionego zdjęcia na wyświetlaczu aparatu wzbudzało najczęściej okrzyki zachwytu. Gdy obserwowaliśmy „bull jumping”, przysiadła się do nas grupa młodych członków plemienia Hamar, którzy reagowali bardzo żywiołowo okrzykami i spluwając dookoła w zachwycie na pokazywanie zdjęcia ptaków i zwierząt, które udało nam się zrobić w czasie podróży. Byliśmy niemal wtoczeni pomiędzy nich, opluci i wyściskani ze wszystkich stron.
Miejscem, gdzie zawsze można wywołać ciekawość i chęć rozmowy są miejscowe targowiska. Tak jak już pisałem, stanowią one miejsca nie tylko handlu, ale także spotkań miejscowej społeczności.
W zależności od miasta – czy to Konso, Turmi czy Jinka – można spotkać tam przedstawicieli żyjących w okolicy plemion. Bardzo często wyruszają oni ze swoich wiosek pieszo kilka dni wcześniej, aby dotrzeć na miejsce w dzień targowy. Na targu można także zasięgną informacji, zorientować się o wydarzeniach odbywających się w okolicy, a także wynająć przewodnika. Handluje się tutaj każdym towarem, często jest to handel wymienny. 



Bardzo dobrą okazją do rozmowy z lokalnymi mieszkańcami były nasze „przerwy na kawę”. Kawa jest serwowana w Etiopii na każdym kroku...... Bardzo popularną używką w Etiopii jest khat (albo chat, quat) – Catha edulis. Jest to krzew o zielonych liściach i jego żucie jest popularne od stuleci wśród społeczności Etiopii, Somalii i Jemenu, chociaż zwyczaj ten rozprzestrzenił się w ostatnich latach także w Tanzanii, Kongo i RPA. Pierwsze wzmianki o spożywaniu khat występują w pismach arabskich z XIII wieku. Liście khat zawierają kilka psychoaktywnie działających substancji -katydon (podobny w działaniu do amfetaminy) oraz katynę i katydynę. Khat jest także bogaty w kwas askorbinowy. Najwięcej czynnych substancji zawierają świeże liście i pędy z górnej części rośliny. Świeże liście po zamrożeniu na 48 godzin i rozmrożeniu zawierają jedynie katynę i nie działają już tak silnie. Jego żucie wywołuje silny efekt stymulujący, pobudza aktywność, gadatliwość i zwiększa uwagę. Po kilku godzinach działania wywołuje wyciszenie i senność. Mogliśmy obserwować jego działanie podczas naszej wizyty u plemienia Hamar, kiedy to w czasie wieczornych uroczystości niemal wszyscy żuli khat. Nasz przewodnik Lungo odchorował to zresztą następnego dnia. Do niedawna khat był sprzedawany jeszcze w Londynie, ale obecnie jego spożywanie i handel zostały praktycznie zabronione w całej Europie i USA. Inną rośliną, której żucie jest bardzo popularne na co dzień jest trzcina cukrowa (sugarcane). Niemal wszędzie można zobaczyć osoby trzymające w ustach słodkie pędy trzciny cukrowej.


Etiopczycy są dumni ze swoich mistrzów olimpijskich w biegach długodystansowych. Ich rywalizacja z biegaczami kenijskimi wywołuje zawsze wielkie emocje i dyskusje, która z nacji ma lepszych biegaczy. Pamiętne są zwycięstwa wspomnianego wcześniej Haile Gebreselassie na olimpiadzie w Atlancie oraz w Sydney na 10 tysięcy metrów, gdy na ostatniej prostej pokonał Kenijczyka Paula Tergata. Także jego zwycięstwa na mistrzostwach świata w Japonii w 1999 roku na 3 tysiące metrów oraz na 1500 metrów pamiętają wszyscy Etiopczycy (pokonał wtedy Roticha z Kenii). Gebreselassie gra świetnie na fortepianie,  jest teraz aktywnym przedsiębiorcą, właścicielem jednego z największych centrów handlowych w Addis Abebie, pierwszego multikina w stolicy a także wspomnianej wcześniej sieci hoteli. Bieganie jest w Etiopii  bardzo popularne, ale zdecydowanie najpopularniejsza jest piłka nożna. W każdym lepszym barze czy restauracji w większych miastach oglądać można rozgrywki wszystkich europejskich lig, szczególnie popularne są liga angielska i hiszpańska.

Scenariusz rozrywek ulega zmianie wraz z przemieszczaniem się dalej na południe. Plemiona Doliny Omo nie znają oczywiście rozrywek typowych dla naszej cywilizacji. Nikt nie musi być "więźniem" telewizji......
Zauważyliśmy, że jedną z bardzo popularnych rozrywek wśród kilku plemion – Konso, Hamar, Kara – jest gra w gabattę, czyli odmianę gry należącej do grupy gier Mankala. Gra nie wymaga żadnych wyszukanych warunków, można ja rozegrać dosłownie na ziemi przygotowując w niej kilkanaście dołków i 48 drobnych, zbliżonych do siebie wielkością przedmiotów. Oczywiście można także używać specjalnie przygotowanych plansz do gry, często wyrzeźbionych z kawałka drzewa. Gra polega na przesuwaniu pionów i opróżnianiu poszczególnych dołków w określony sposób. W trakcie rozgrywki gracze podejmują piony z sześciu pól leżących po ich stronie planszy, a jako magazyn wykorzystują większe pole leżące po prawej stronie. Gracze przesuwają piony aż do momentu, kiedy jeden z graczy nie może wykonać już żadnego ruchu – wówczas przeciwnik umieszcza piony ze swojej części planszy w swoim magazynie i stają się jego wygraną. Zainteresowani znajdą zasady tej gry w internecie.......





Ważne jest dobre przygotowanie się do podróży. Dobrze jest jasno sprecyzować trasę podróży, co warto zobaczyć i o co pytać. Trzeba być także cierpliwym i trochę "elastycznym", aby dostosować trasę wyprawy do często niespodziewanych zdarzeń czy sytuacji. Podróżowanie indywidualne ma tutaj zdecydowaną przewagę. Aby zobaczyć "bull jumping" i spędzić cały dzień w wiosce plemienia Hamar musieliśmy zmienić nieco trasę naszej podróży. Warto słuchać lokalnych przewodników, warto także korzystać z często niespodziewanych okazji i sugestii na odwiedzenie mało znanych ale wartych zobaczenia miejsc - np. zupełnie przypadkiem udało nam się obserwować akcję szczepień dzieci z plemienia Hamar zorganizowaną przez organizację "Save the Children".


Jak przygotować się teoretycznie do podróży? Znane przewodniki Lonely Planet czy Phillipa Briggsa dają tylko ogólne pojecie o Etiopii i jej ludziach. Warto poczytać więcej, szczególnie opracowania dotyczące historii, zwyczajów i życia plemion zamieszkujących Dolinę Omo. Mając taką wiedzę, zdecydowanie więcej można zobaczyć i zrozumieć, także przewodnicy będą chętni i zobligowani do większego wysiłku, aby sprostać waszym konkretnym wymaganiom. Nie ma zbyt wielu dobrych opracowań w języku polskim, większość jest po angielsku, szczególnie dobre prace zostały wydane przez Uniwersytet w Addis Abebie, ale także przez uniwersytety niemieckie. Na południu, w okolicach Jinka i Turmi można kupić w hotelach za około 8 dolarów publikację napisaną przez Minalu Adem na temat plemion Doliny Omo - niezbyt obszerna, ale zawiera dość dużo ciekawych wiadomości.

Do Etiopii jeszcze z pewnością wrócimy. Niewątpliwie północ Etiopii warta jest oddzielnego wyjazdu, chociaż wiele osób łączy wyjazd na południe i północ podczas jednego pobytu w Etiopii. Moim zdaniem, jak pisałem wcześniej, potrzeba oddzielnych 2 tygodni na północ i południe na rzeczywiście dokładne, bez pośpiechu i nie „po łebkach” zobaczenie i poznanie tych miejsc. Planujemy zupełnie oddzielny wyjazd do Etiopii poświęcony jedynie obserwacji ptaków. Bale National Park jest jednym z najbardziej uznawanych miejsc na świecie dla „birdwatchingu” i planujemy odwiedzić to miejsce. Czas pokaże, co uda nam się z tych planów zrealizować...... 






23 sierpnia 2015



Etiopia, waluta Etiopii, drogi Etiopii, parki narodowe Etiopii, bezpieczeństwo Etiopia, podróż Etiopia,




←19. Etiopia: Park Narodowy Abijatta Shalla