Do Lublina przyjechaliśmy ponownie po prawie 20 latach od ostatniego pobytu, aby odwiedzić naszą rodzinę.
Od początku wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli zbyt dużo czasu na zwiedzanie, ale dzięki wskazówkom i przy wsparciu "rodzinnym" staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej. I to co zobaczyliśmy i porównaliśmy z obrazem sprzed 20 lat przeszło nasze oczekiwania. W ciągu ostatnich lat niemal we wszystkich miastach w Polsce dokonały się zmiany na lepsze - zarówno pod względem rozbudowy infrastruktury czysto użytkowej, ale także, co istotne, restauracji obiektów zabytkowych. W Lublinie można spędzić aktywnie na zwiedzaniu dobrych kilka dni. Nas przede wszystkim interesowało Stare Miasto. Wiele lat temu panowała opinia, że Stare Miasto w Lublinie to jedno z najpiękniejszych, ale też jedno z najbardziej zaniedbanych starych miast w Polsce.
Prace konserwatorskie i restauracyjne ostatnich lat spowodowały jednak, że lubelskie Stare Miasto bez wątpienia należy dzisiaj do jednych z najpiękniejszych w Polsce. Spędziliśmy tam cały dzień, spacerując od Bramy Krakowskiej wąskimi ulicami aż do Zamku.


Co nas ujęło? Przede wszystkim sam charakter Starego Miasta. Jest ono zupełnie inne od starych miast np. Wrocławia czy Krakowa. Centralnym jego punktem jest rynek o kształcie trapezu, którego zarys – podobnie jak przebieg ulic – jest uwarunkowany ukształtowaniem terenu. Położone jest na wzgórzu (było otoczone w średniowieczu murami obronnymi) a już to powoduje zupełnie inny styl i charakter tego miejsca. Zresztą sam układ urbanistyczny  Lublina od czasów średniowiecza daleko odbiega od regularności układów miast gotyckich a wpłynęły na to warunki topograficzne wzgórza staromiejskiego. Ukształtowanie terenu, jak również wcześniejszy narys osady znajdującej się na Wzgórzu Staromiejskim uniemożliwiły wytyczenie placów o regularnym kształcie oraz prostokątnej siatki ulic, stąd rozplanowanie ulic w obrębie murów Starego Miasta zachowało się od najdawniejszych czasów bez większych zmian.

Na Stare Miasto można wejść jedną z czterech bram: Krakowską, Grodzką, Gotycką lub Rybną. My weszliśmy tradycyjnie Bramą Krakowską (chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem Lublina), idąc od strony Placu Litewskiego Krakowskim Przedmieściem, które świetnie sprawdza się jako deptak zamknięty dla samochodów.

Plac Litewski ma niewątpliwie duży potencjał na dalsze zmiany, ale wymaga pewnych "strategicznych" decyzji. Na środku placu rosną pozostałości kiedyś ogromnej czarnej topoli zwanej przez lublinian baobabem (podobno posadzonej w 1569 r. na pamiątkę uchwalenia Unii Lubelskiej)  - decyzja o jej ścięciu wywołuje opór  mieszkańców ale wydaję się, że byłaby to decyzja słuszna i spowodowałaby pokazanie Placu w pełnej krasie. Sama nazwa placu pochodzi od obozowania posłów litewskich w tym miejscu podczas podpisywania Unii lubelskiej. Dzisiaj Plac Litewski to miejsce oficjalnych uroczystości ale także i happeningów. Co ciekawe, na placu znajdują się 4 pomniki: Piłsudskiego, Konstytucji 3go Maja, obelisk upamiętniający zawarcie Unii polsko-litewskiej oraz Grób Nieznanego Żołnierza.

Idąc w kierunku Bramy Krakowskiej mija się Hotel Europa, pięknie odrestaurowany neorenesansowy budynek postawiony w latach 1864-67 według projektu ówczesnego budowniczego gubernialnego Ludwika Szamoty. Brama Krakowska to ceglana budowla zbudowana w XIV wieku i jako jedna z czterech bram uzupełniała mury obronne (decyzje o jej budowie podjęto po groźnym dla miasta najeździe Tatarów w 1341 roku). Po jej przejściu od razu poczuliśmy atmosferę Starego Miasta.

Poruszaliśmy się wąskimi ulicami w kierunku Rynku a dalej ku Bramie Grodzkiej i na Zamek. Sam Rynek został wytyczony na planie zbliżonym do kwadratu i ma nieregularny kształt wynikający z założenia placu na łuku dawnych wałów, dlatego zachodnia cześć jest wklęsła, a wschodnia (przylegająca do dawnych wałów) -  wypukła. W powszedni, wrześniowy poranek było tutaj spokojnie i kameralnie. Każda z kamienic ma tutaj swoja historię, część już odrestaurowana a część czeka na renowację. Przyszłe tempo restauracji zależy  oczywiście od funduszy, ale także od czysto prawnych i formalnych decyzji związanych z prawami własności.

Z kamienicy Konopniców przy rynku (nr 12) wytoczyła się gromada dzieci z jakby nieco sfrustrowaną wychowawczynią. W tej pięknej kamienicy, znanej także jako Kamienica Sobieskich, mieści się dzisiaj przedszkole nr 26. Posiada ona najbogatszą, a zarazem oryginalną dekorację wyróżniającą ją spośród innych kamienic. Dekoracja fasady powstała przed 1614 r. i łatwo dostrzec tutaj bogactwo późnorenesansowej dekoracji rzeźbiarskiej z elementami manieryzmu, w której przeplatają się motywy włoskie i niderlandzkie, związane z renesansem północnym. Dekorację wykonano w nie znanym bliżej warsztacie pińczowskim, wzorując się na dziełach wybitnego włoskiego twórcy Santi Gucciego. Obramowania okien I i II piętra wykonane zostały z pińczowskiego wapienia. Powyżej okien I piętra w zwieńczeniach belek nadokiennych wkomponowano 3 medaliony. Dwa z nich przedstawiają fundatorów : Katarzynę Kretkówną i Sebastiana Konopnicę. Kamienica ma długa historię, w 1512 roku należała do rajcy miejskiego Andrzeja Sadurki, następnie przeszła w posiadanie kupca i burmistrza lubelskiego Jana Domaraty, a w końcu XVI wieku stała się własnością rodziny Kretków. Katarzyna Kretkówna wniosła w posagu kamienicę Sebastianowi Konopnicy, rajcy i burmistrzowi miasta, właścicielowi wielu domów i folwarków, a także podlubelskiej wsi Konopnica. Konopnicowie zapoczątkowali przebudowę kamienicy w duchu późnego renesansu. W XVII wieku kamienica należała do ormiańskiej rodziny Kieremowiczów, którzy wielokrotnie piastowali miejskie urzędy. Rodziny te często gościły u siebie dostojników trybunalskich i państwowych. W Kamienicy Konopniców bywał nawet ojciec Jana III Sobieskiego, Jakub oraz sam król, car Wasyl Szujski z braćmi, a także car Piotr I i król szwedzki Karol XII.


Kamienica Konopniców



Obiad zjedliśmy w żydowskiej restauracji "Mandragora". Kaczka po żydowsku - palce lizać. Zresztą całe menu robi wrażenie (same cymesy) i mogę polecić to miejsce dla smakoszy tego rodzaju kuchni. Jest to także miejsce kultywowania żydowskiej tradycji kulinarnej i odbywa się tutaj regularnie  szereg imprez. Jak można przeczytać na stronach "Mandragory", pomimo braku stałego nadzoru Rabinicznego ( brak certyfikatu koszerności ) przestrzega się tam podstawowych zasad obowiązujących w kuchni koszernej, a raz w miesiącu odwiedza  restaurację maszgicha – strażniczka koszerności i sprawdza czy przygotowywane posiłki są zgodne z zasadami kaszrutu.

Kamienica Pod Lwami z restauracją "Mandragora"


Restauracja mieści się w Kamienicy Pod Lwami (Rynek 9) a swoją nazwę przyjęła od rzeźbionych lwów na skrajnych rogach gzymsu. Pierwsze wzmianki na temat budynku pojawiły się w 1521 roku. w akcie darowizny domu murowanego, który Jerzy Organista (ówczesny właściciel) przekazywał swojej żonie, Marcie.
Marta dopiero w roku 1544 odsprzedała budynek Wieńczysławowi Kuśnierzowi, rajcy lubelskiemu.
Nowy właściciel wpadł jednak w długi i wkrótce po jego śmierci zgłosiło się kilku pretendentów do posiadania nieruchomości. Doszło do sporu, który ostatecznie został rozstrzygnięty dopiero przez sąd królewski. Na mocy wyroku sądowego dom został przekazany Jakubowi Sokołowskiemu. Po śmierci Jakuba kamienica często zmieniała właścicieli. Pożar w 1575 roku (tzw. wielki pożar Lublina) zniszczył kamienice na tyle, że groziła zawaleniem. Przeprowadzenie remontu utrudniały konflikty wybuchające pomiędzy właścicielami kamienicy: Rudigierem Sacellim oraz Stanisławem Kotkowskim a także ciągłe procesy pomiędzy spadkobiercami. Budynek przez pewien czas był własnością dominikanów

Do początku XX wieku znów odnotowuje się częste zmiany właścicieli. Przed II wojną światową kamienica znajdowała się w posiadaniu Ludwika Księżyckiego, który nabył ją w 1914 roku. Nowy właściciel udostępniał salon na pierwszym piętrze na spotkania literatów. Kamienica została znacznie uszkodzona podczas II wojny światowej a większe prace konserwatorskie przypadły na rok 1954. Odnowiono elewacje kamienicy i przynależnej do niej oficyny. W roku 1999 nastąpiła rekonstrukcja kamiennego portalu wejściowego od strony rynku zamurowanego w połowie XIX wieku na podstawie projektu Lubelskiego Jakuba Hempla.

Jak wiadomo w Lublinie urodził się w roku 1903 Józef Czechowicz, jeden z najlepszych polskich poetów awangardowych. Obraz lwa właśnie z tej kamienicy został wykorzystany przez  Czechowicza jako ekslibris, który upamiętnił wystawę książki zorganizowaną przez Lubelskie Towarzystwo Miłośników Książki 12 kwietnia 1927. Ekslibris został wykonany przez Kazimierza Wiszniewskiego i przedstawia on lwa siedzącego na księgach.Czechowicz był zakochany w Lublinie i często oprowadzał po nim swoich przyjaciół. Mieszkał w rożnych miejscach Lublina (przy Niecałej 6, placu Litewskim 1/12 nad drukarnią Udziałowa oraz przy Radziwiłłowskiej 3/12). Wiadomo, ze znał tutaj każdy zakątek, napisał wiele wierszy poświęconych Lublinowi, często bywał w kawiarniach i knajpach gdzie  bez końca toczyły się biesiady i zażarte spory.
Źródła podają, że popularnym adresem wśród artystycznej bohemy Lublina była chociażby kawiarnia Semadenich na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Staszica.Czechowicz wyjechał z Lublina w 1933 roku ale we wrześniu 1939 r. powrócił tutaj po  ewakuacji z Warszawy. Tuż po przybyciu, 9 września, poszedł się ogolić do fryzjera w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46 - niestety podczas nalotu jedna z bomb trafiła w budynek i Czechowicz zginął pod gruzami, zaledwie kilka kroków od swojego domu rodzinnego. Co roku obchodzone są w Lublinie dni Czechowicza.

Powoli posuwaliśmy się w kierunku Zamku. Sam Zamek ma ponurą sławę katowni i więzienia - zarówno w czasach hitlerowskich za panowania gubernatora Franka jak i z czasów komunistycznej bezpieki. Ale tym razem głównym celem naszej wędrówki w kierunku Zamku była prawdziwa "perełka" Lublina - Kaplica Trójcy Świętej. 


Wzgórze Zamkowe
 





Kaplica ta jest jednym z najcenniejszych zabytków sztuki średniowiecznej w Polsce. Jest to niewątpliwie unikalne połączenie kultur Wschodu i Zachodu a polichromia pokrywająca sklepienia i ściany została ufundowana przez króla Władysława Jagiełłę. Do kaplicy wchodzi się przez Muzeum Zamkowe i wstęp do niej możliwy jest na 30 minut (w małych grupach co 1 godzinę). Polichromia robi duże wrażenie. Prace rozpoczęto w 1407 roku i ukończono w dzień św. Wawrzyńca, 10 sierpnia 1418 roku ręką mistrza Andrzeja (zapisano tę datę cyrylicą na tablicy fundacyjnej w łuku tęczowym kościoła).



Tablica fundacyjna



Malarze ruscy pokryli ściany i sklepienia świątyni freskami w technice i stylu wschodnim. Całość ułożyli w cykle tematyczne, przedstawiając dwanaście najważniejszych wydarzeń z życia Chrystusa i Marii. Głównym motywem jest kompozycja Trójcy Świętej na sklepieniu. U stóp Zbawiciela widnieje zwornik z podwójnym krzyżem na czerwonym polu tarczowym - znak rodowy Władysława Jagiełły. Zobaczyć można także sceny Zwiastowania, Nawiedzenia św. Elżbiety, Narodzenia Chrystusa, Chrzest, Wskrzeszenie Łazarza, Wjazd do Jerozolimy.

Podwójny krzyż na czerwonym polu - znak rodowy Władysława Jagiełły
 


Powstało także szereg fresków w stylu hagiograficznym - fresk klęczącego Władysława Jagiełły przed błogosławiącą mu Matką Boską (Modlitwa Fundacyjna) czy tez króla na koniu z towarzyszącym mu aniołem, który nakłada królowi koronę i wręcza miecz. Króla przedstawiono tutaj na modłę zachodnią, ale równocześnie ukazano go uzbrojonego w łuk i kołczan o wschodnim rodowodzie.




Władysław Jagiełło na koniu z  aniołem, nakładającym  królowi koronę i wręczającym miecz

 
Klęczący Władysław Jagiełło przed błogosławiącą mu Matką Boską (Modlitwa Fundacyjna)




Przez następne lata kaplica Trójcy Świętej pełniła funkcję kaplicy królewskiej. W latach 1473-1476 jej częstym gościem był Jan Długosz, zatrudniony jako nauczyciel synów Kazimierza Jagiellończyka. Tutaj odbywały się także uroczyste nabożeństwa w intencji pomyślnych obrad podczas Unii Lubelskiej w 1569 roku. Na ścianach można odczytać wyryte nazwiska osób biorących udział w polsko-litewskich obradach.
Niestety XIX wiek  to czas zagrożeń dla kaplicy. Od 1820 roku pełniła ona rolę kaplicy więziennej i jej ściany otynkowano, niszcząc przy tym polichromię. Dopiero 1899 roku malarz Józef Smoliński, zatrudniony do prac konserwatorskich na Zamku Lubelskim, niespodziewanie odkrył w zamkowej kaplicy fragment fresku. Niedługo potem do Lublina przybyła Carska Komisja Archeologiczna z Petersburga zainteresowana znaleziskiem. Jej przedstawiciele, Piotr Pokryszkin i Mikołaj Pokrowski, odkuli większość tynków w prezbiterium. Konserwacja przeprowadzona w latach 1954-1959 przez Pracownię Konserwacji Zabytków w Warszawie przyniosła paradoksalnie znaczne pogorszenie stanu fresków, bowiem cała powierzchnia murów pokryła się drobnokrystalicznymi wysoleniami prowadzącymi do osypywania się tynków wraz z warstwą malarską. Dopiero poprawa stanu technicznego budynku w latach 1966-1974 oraz kontrola warunków mikroklimatycznych wnętrza pozwoliły na przeprowadzenie ponownej konserwacji polichromii. Kaplicę udostępniono zwiedzającym w kwietniu 1997 roku a na wiosnę 2008 roku odbyła się ostatnia faza prac: usunięto ślady pęknięć i przykryto je zrekonstruowanymi freskami.



 

Lublin to miasto które leży na styku kultur Wschodu i Zachodu. Jest tutaj także bogata historia kultury żydowskiej - Żydzi mieszkali w Lublinie przez wieki i mieli duży wpływ na rozwój i historię miasta. Z pewnością Lublin powinien znaleźć się na szlaku wielu wycieczek - świetną trasą byłoby łączne zwiedzanie np Lublina, Zamościa i Sandomierza jako miast słynących ze Starych Miast. Nie tylko Wrocław i Kraków wart jest zobaczenia........

Widok na Kościół Dominikanów z wieży "Donżon"





20 września 2014
Lublin, Zamek, Kaplica Trójcy Świetej, Stare Miasto, Plac Litewski, kamienice, Czechowicz, kuchnia żydowska




                                    
                                                                                                                                                                                       02. Polska: Szczawno-Zdrój→