Mogę śmiało powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat udało nam się poznać  Irlandię bardzo dokładnie. Zarówno w Republice jak i Irlandii Północnej odwiedziliśmy miejsca najbardziej popularne i znane z pierwszych stron przewodników i gazet, jak i te mniej nagłaśniane i zwiedzane.  

Nadszedł czas, aby te miejsca po kolei opisać. Irlandia jako wyspa jest miejscem bardzo popularnym turystycznie i przyjeżdżają tutaj (albo raczej przylatują lub przypływają) setki tysięcy turystów z całego świata. W Polsce Irlandia także cieszy się uznaniem i powodzeniem jako cel wypraw turystycznych. Niewątpliwie sprzyja turystyce brak formalnej granicy pomiędzy Republiką Irlandii a Irlandią Północną, należącą do Królestwa Brytyjskiego. Turyści indywidualni jak i biura turystyczne w ostatnich kilkunastu latach organizują wyjazdy do Irlandii traktując ją całościowo jako wyspę, z łatwością przemieszczając się z Dublina w kierunku Belfastu lub odwrotnie - w zależności od miejsca lądowania na "Zielonej Wyspie". Piszę te słowa w momencie, kiedy proces Brexitu został już rozpoczęty i decyzje w sprawie granicy pomiędzy Republiką a Irlandią Północna mają zapaść w ciągu kilku najbliższych miesięcy (do marca 2019). Nie chcę wchodzić tutaj w rozważania polityczne, ale jedno można stwierdzić - proces unifikacji wyspy w ciągu ostatnich kilkunastu lat, brak jakichkolwiek barier w przemieszczaniu się i komunikacji (handlowej, turystycznej, społecznościowej) spowodował, że przywrócenie jakiejkolwiek granicy pomiędzy Północą a Południem przynieść może tylko straty i zahamowanie rozwoju w obu państwach leżących na wyspie.

Zaczniemy opis naszych wypraw w Irlandii nie od miejsc najbardziej znanych, ale od mało popularnego i chyba rzadziej odwiedzanego rejonu - od półwyspu Inishowen. Jedno spojrzenie na mapę pokazuje, że jest to najbardziej na północ położony półwysep i obszar Republiki Irlandii. Co ważne, jest to największy półwysep na wyspie, jego powierzchnia to około 900 km2. Leży w hrabstwie Donegal, niewielka jego część należy także do Irlandii Północnej (hrabstwa Londonderry - albo Derry, jak wolą katolicy).



Na półwysep dojechać można od strony Republiki drogą biegnącą z Letterkenny, można także dostać się tutaj od strony Irlandii Północnej drogą biegnącą z Londonderry. Inną jeszcze możliwością jest podróż z Irlandii Północnej od strony Coleraine, drogą wzdłuż wybrzeża w kierunku małej przeprawy promowej Magilligan - Greencastle. Niewątpliwie polecamy tę ostatnią opcję, przynajmniej w jedną stronę warto wybrać taką trasę a wracać jedną z pozostałych dróg. 
W ciągu ostatnich lat poznaliśmy wiele przepraw promowych - czy to w Irlandii, Anglii czy też w Szkocji. Z jednej strony były to przeprawy ogromnymi promami samochodowymi trwające nawet kilka godzin, z drugiej strony przeprawy małymi promami na odległy na rzut kamieniem i widoczny drugi brzeg, zajmujące zaledwie kilkanaście minut. Taką małą przeprawą promową jest ta pomiędzy Magilligan leżącym w Irlandii Północnej a Greencastle, leżącym w Republice. Przeprawa ulokowana jest na wąskim przesmyku łączącym Lough Foyle z Oceanem Atlantyckim.
Jeden prom kursuje w tę i z powrotem bez przerwy od 6tej rano do 20tej wieczorem. Zabiera na pokład zaledwie 8 - 10 samochodów. Przeprawa trwa około 10 minut. Bilety kupuje się na promie - bilet powrotny kosztuje 18 euro (16 funtów). Nie ma żadnych kas biletowych, żadnych biur obsługi, nikt nie kieruje ruchem. Wszystko odbywa się naturalnie i automatycznie - podjeżdża się do małej kolejki samochodów i za 10-15 minut wjeżdżamy na prom. Atmosfera tej przeprawy jest znakomita właśnie przez brak pośpiechu i jej "naturalność", tak jakby w mieście wsiadało się do miejskiego autobusu.







Do Magilligan dojeżdża się widokową drogą biegnącą wzdłuż Oceanu od słynnych Giant's Causeway. Droga jest wąska, prowadzi obok największego więzienia w Irlandii Pólnocnej - Maghaberry Prison. Powstało ono na terenach należących w czasie II wojny światowej do RAF, stąd odbywały się wojskowe  loty transportowe do Stanów Zjednoczonych. Tereny te należą zresztą dalej do Armii, ale w 1987 postanowiono część tego terenu przeznaczyć na budowę więzienia.
 
Samo Magilligan to właściwie jedynie niewielki punkt przeprawowy. Kilka miejsc parkingowych. restauracja, pub i toalety. Jeżeli mamy trochę czasu to warto tutaj zejść na plażę, która biegnie stąd przez wiele mil w kierunku Castlerock aż do Portstewart. Jest to znakomita wędrówka dziką plażą wzdłuż Oceanu Atlantyckiego, zwłaszcza w słoneczny dzień warto poświęcić kilka godzin na takie wrażenia. 

Magilligan Point
Widok na Magilligan z promu


Przeprawa promowa na drugą stronę, tak jak wspomniałem, trwa około 10 minut. Jedna informacja jest ważna - trzeba zawsze sprawdzić, czy prom kursuje. Przeprawa zlokalizowana jest niemal na ujściu do Oceanu Atlantyckiego, stąd bardzo często pogoda uniemożliwia prowadzenie regularnej przeprawy. Zwłaszcza wczesną wiosną i jesienią przeprawa na drugą stronę jest niemożliwa. Prom zaczął swoje funkcjonowanie w roku 2002 a przeprawa "zaoszczędziła" prawie 80 kilometrów jazdy z Magilligan do Greencastle, które trzeba byłoby pokonać jadąc samochodem przez Derry.

Greencastle po stronie Republiki jest większe niż Magilligan, to przede wszystkim port rybacki. Jest tu kilka małych restauracji i pubów, posterunek straży wybrzeża, 2 turystyczne hotele. Atmosfera jest senna, nawet w sezonie nie ma tutaj natłoku turystów, którzy przebywają tutaj raczej na krótko - albo oczekując na przeprawę albo ruszając wgłąb Donegal po przeprawieniu się z Magilligan.
Port rybacki jest tutaj bardzo żywotny, chociaż w ostatnich latach przemysł rybacki przeżywa w całej Irlandii dość znaczny kryzys. Oczywiście świeża ryba to normalność w tutejszych restauracjach - jeżeli więc planować rybę na obiad to tylko tutaj! (dotyczy to zresztą wszystkich restauracji i pubów na półwyspie Inishowen). 

Nabrzeża portowe i zatoka dla kutrów rybackich powstały w 1813 roku i przez następne dziesięciolecia uległy rozbudowie. Dzisiaj wykorzystywane są także przez prom oraz czasami małe statki turystyczne, które często nie mogą wpłynąć  wgłąb Lough Foyle do Derry z powodu znacznych pływów. Turyści schodzą wówczas z pokładu w Greencastle i są przewożeni do Derry autobusami.
W centrum miasta znajduje się mały parking samochodowy. Zejście do zatoki portowej jest tuż obok. Wrażenie robią kutry, jachty, małe statki ściśnięte na małej przestrzeni zwłaszcza w czasie sztormu.Obok znajduje się kilka hangarów naprawczych, kutry i małe jednostki wyciągnięte na brzeg nadają temu miejscu specyficznego charakteru. Przed laty istniał spór pomiędzy rybakami i właścicielami prywatnych jachtów. Ci ostatni oskarżali rybaków, że blokują oni dostęp do przystani portowej dla jachtów, którym często zabraniano tutaj cumowania nawet przy sztormowej pogodzie.


Z centrum osady prowadzi w górę droga do oddalonych o kilkaset metrów ruin zamku. Można podejść albo podjechać samochodem. Zamek znany jest jako Northburgh Castle, zbudowany został w 1305 roku, aby umocnić panowanie Anglii nad Irlandią po inwazji Normańskiej na Irlandię. Historia tego najazdu warta jest oddzielnego przestudiowania. Dlaczego nazywana jest inwazją "normańską" a nie "angielską", pomimo iż nastąpiła pod wodzą króla Anglii Henryka II Plantageneta? Ponieważ Henryk II był Normanem a nie Anglikiem - stąd nazwa tego najazdu na Irlandię, równie dobrze jednak można by ją nazwać "inwazją angielską". Henryk II miał silne wsparcie papieża Hadriana IV do tej inwazji. Irlandia była wówczas solą w oku papiestwa, tutejsi biskupi nie chcieli poddać się zasadom sprawowania religii dyktowanym przez Rzym. Papież wydał słynną bullę Laudabiliter, która oddawała w lenno Irlandię królowi Anglii.

Zamek Northburgh

Zamek Northburg został zbudowany przez Richarda Og de Burgh, który nosił tytuł "Earl of Ulster". Tytuł "Earl" jest czymś pomiędzy tytułem "hrabiego" a "księcia". Richard był jednym z najpotężniejszych władców Ulsteru, był bliskim przyjacielem króla angielskiego Edwarda I. Córka Richarda, Elżbieta, wyszła za mąż za króla Szkocji Richarda de Bruce. Nie przeszkodziło to jednak Richardowi Og de Bruce we wspieraniu Edwarda I w czasie jego najazdu na Szkocję. Wojska szkockie odparły Anglików i najechały Irlandię (pod wodzą Edwarda de Bruce, młodszego brata Richarda de Bruce). Zamek Northburgh dostał się w ręce szkockie w 1316 roku. W XV-XVII wieku znajdował się w rekach rodziny O'Doherty, największego klanu rodzinnego panującego w Donegal. Od XVII wieku zaczął popadać w ruinę, która pozostał do dzisiaj.




W Greencastle rozpoczyna się także wąska, piaszczysta plaża biegnąca na północ do latarni morskiej Stroove Lighthouse. My do  Stroove podjechaliśmy samochodem, zjeżdżając z głównej drogi w kierunku widocznej po prawej stronie latarni. Mała plaża obok, wciśnięta w niewysoki klif nadaje się doskonale na krótki postój i piknik. Pisma święte mówią, że to właśnie z tej plaży wyruszył Św. Kolumba ku Ionie (opisałem Ionę w jednym z poprzednich wpisów). Plaża otrzymała nagrodę w 2017 roku w konkursie Blue Flag Beech. Latarnia morska została zbudowana w roku 1837.


Ze Stroove ruszamy dalej na północ na objazd Półwyspu. Ta widokowa droga nosi nazwę "Inishowen 100". Ma ona w sumie około 160 kilometrów i prowadzi przez wszystkie warte zobaczenia miejsca na półwyspie. 


Naszym celem było objechanie jej północnej części w kierunku Malin Head - najbardziej na północ wysuniętego punktu Irlandii. Ruszyliśmy więc wąskimi drogami w kierunku Culdaff i Portaleen, zjeżdżając co kilka mil w kierunku plaż nad Oceanem. 
Po kilku milach zjeżdżamy w kierunku miejsca, które w czasie II wojny światowej było punktem obserwacyjnym zwróconym w kierunku Oceanu. Rozciąga się stąd wspaniały widok na Greencastle i Stroove oraz Ocean Atlantycki.  Po prawej stronie mijamy Kinnegoe Bay, gdzie przed laty znaleziono zatopioną hiszpańską fregatę La Trinidad Valencera, która wchodziła w skład hiszpańskiej Armady Filipa II w czasie inwazji na Irlandię w połowie XVI wieku. 





Culdaff i Portaleen to typowe irlandzkie osady W obu zamieszkuje nie więcej niż 200 stałych mieszkańców i miejsca te ożywiają się zwłaszcza latem dzięki turystom. Farmerzy mają tutaj niewątpliwie trudne życie, owce są oczywiście wszechobecne. Tutaj także znajdują się piękne, piaszczyste plaże. 

Portaleen
 



Droga jest niemal pusta, polecamy zwłaszcza maj lub wrzesień na zwiedzanie tej okolicy, gdy nie ma jeszcze nadmiaru turystów. Jedno jest pewne - wrażenia zależą tutaj od pogody. Gdy pada i wieje to trudno w pełni docenić uroki tych miejsc.

Malin Head to także mały port rybacki. Betonowe molo ochrania małą zatokę z zacumowanymi kutrami. Obok znajduje się punkt dystrybucji świeżo odłowionego łososia. Z restauracji Seeview Tavern, leżącą nieco powyżej, rozciąga się widok na Malin Head i okoliczne plaże. Położony obok Farren's Bar rekalmuje się jako "najbardziej na północ wysunięty bar Irlandii". Najbardziej zaś na północ wysunięty punkt nosi nazwę Banba's Crown (Banba była mityczną królowa Irlandii).

Malin Head





Wracaliśmy w kierunku Greencastle południową częścią obwodnicy, przez Gleneely i Moville. Pogoda była wciąż znakomita, nie było żadnych opóźnień w kursowaniu promu.

Półwysep Inishowen to klasyczna, dzika, naturalna Irlandia. Niewątpliwie warty zobaczenia.

06 maja 2018




Irlandia, Irlandia Północna, Szkocja, prom, Inishowen, Greencastle, Ocean, Giant's Causeway, Belfast, Magilligan,



←04. Szkocja: Staffa i Lunga