Wyruszyliśmy z Arba Minch wcześnie rano. Co prawda ani Lungo, ani jeszcze bardziej nasz kierowca Semeneh nie byli zbytnio zachwyceni naszym naleganiem na tak wczesne wstawanie i wyjazd, ale cóż.....nie mieli wyboru. W następnych dniach było już im coraz łatwiej akceptować nasze ranne wstawanie. 
Poprzedni wieczór spędziliśmy  w domu rodziny Lungo i było to dla nas nie lada przeżycie. Było już bardzo ciemno, gdy podjeżdżaliśmy pod skromny, niski budynek ulokowany w bocznej uliczce na uboczu Arba Minch.
Cała rodzina Lungo z jego matką, rodzeństwem
już na nas czekała, ale także mnóstwo sąsiadów uprzedzonych o naszej wizycie. Przed domem paliło się ognisko oświetlając podwórze. Przywitano nas bardzo serdecznie, wszyscy uśmiechnięci i uważnie się nam przyglądający. I oczywiście dzieci otoczyły nas od początku chwytając za ręce i nie odstępując na krok. Lungo zaskoczył nas tym zaproszeniem do odwiedzin swojego domu i  swojej rodziny, ale na szczęście byliśmy dość dobrze przygotowani i mieliśmy drobne upominki dla każdego. Weszliśmy do słabo oświetlonego pomieszczenia, podłoga była zwykłym klepiskiem, ale oczywiście wyścielonym świeżo ścięta trawą - to znak powitania gości i zaproszenia na ceremonię parzenia i picia kawy. Wiedzieliśmy, że picie kawy w Etiopii to cały ceremoniał, specjalne przygotowania i powolne jej smakowanie.
W pomieszczeniu roznosił się jej zapach, jedna z kobiet rozgniatała ziarna w moździerzu. Obok, w specjalnym glinianym dzbanku (tzw. djebena) gotowała się woda. Usiedliśmy na niskich ławach, przedstawiliśmy się wszystkim a Lungo przedstawił całą swoją rodzinę. Po chwili jedna z kobiet wsypała zmieloną kawę do gorącej wody w dzbanku i rozlała ja do małych filiżanek. Kawa była bardzo mocna. Taka pierwsza 'kolejka" kawy nosi nazwę abol. Do kawy poczęstowano nas prażoną kukurydzą a także prażonymi, słonymi ziarnami zbóż (tzw. kolo). Jednocześnie Lungo rozpoczął swoją prezentację poświęconą plemionom Doliny Omo, w szczegółach opisywał poszczególne plemiona i trasę naszej wyprawy w następnych dniach. Robił to z dużym przejęciem, część map i tras rysując na ....ścianach pomieszczenia. Cała rodzina patrzyła na niego z podziwem, zerkając także na nas.... Nie ukrywam, że mieliśmy trochę wrażenie, że byli dumni z Lungo - oto Etiopczyk naucza Europejczyków, którzy go słuchają. My opowiedzieliśmy, skąd przyjechaliśmy, pożartowaliśmy z dziećmi.

Oczywiście wszystko przy kolejnych filiżankach kawy - druga porcja, nieco słabszej kawy bo powstałej z zalania fusów i ich zagotowania nazywa się tona. Trzecia porcja jest najsłabsza - nazywa się bereka. Dopiero te trzy porcje wyczerpują tradycyjny rytuał picia kawy. Opuściliśmy dom Lungo późno wieczorem wśród pozdrowień i śmiechów, bardzo dobrze wspominamy tę wizytę.

Tak wiec wstaliśmy wcześnie rano, opuściliśmy Paradise Lodge i ruszyliśmy w dalszą drogę. Arba Minch, jak już wspomniałem wcześniej, stanowi niewątpliwie najbardziej znany i popularny punkt, z którego wyrusza się dalej  ku plemionom żyjącym na południu i w Dolinie Omo. Dosłownie z każdym kilometrem na południe oddalającym nas od Arba Minch zanikać będą coraz bardziej wszelkie oznaki tego, co zwykliśmy nazywać cywilizacją - telefony komórkowe staną się coraz bardziej zbyteczne (zwłaszcza na zachód od Jinka i Turmi), asfaltowe odcinki dróg staną się rarytasem by w końcu zniknąć zupełnie, infrastruktura sprowadzi się z czasem do zwykłych lepianek i szałasów. Jednocześnie jednak trwa budowa nowych dróg, zwłaszcza w okolicach Arba Minch trwają intensywne prace. Wpisuje się to w program rządu etiopskiego i ekspansji przemysłu i cywilizacji na południe. Jest to program ogłoszony kilka lat temu przez nieżyjącego już premiera Melesa Zenawi. Napiszę o tym programie oddzielną notatkę, bowiem z jednej strony ma on przynieść postęp i rozwój południa Etiopii, ale z drugiej strony jest oczywistym, że stanowi on zagrożenie dla tradycji i egzystencji żyjących tam plemion.

Kontrakty na budowę dróg w Etiopii (jak zresztą wiele innych kontraktów przemysłowych) niemal w 100% wygrywają Chiny. Jeżeli słyszy się powiedzenie o ekspansji Chin w Afryce, to Etiopia jest tego najlepszym przykładem. W okolicach Arba Minch droga jest jeszcze asfaltowa, jazda jest trudna ponieważ na drodze panuje totalny rozgardiasz, zasady drogowe można odłożyć na bok. Budowana nowa droga w kierunku Konso dodatkowo utrudnia jazdę samochodem. Droga stanowi jednocześnie miejsce, gdzie toczy się codzienne życie. Handel, warsztaty rzemieślnicze, pędzenie bydła, dzieci idące do szkoły - wszystko to skupia się wokół drogi.
Z tego powodu podróż samochodem, zwłaszcza gdy przebywa się w Etiopii po raz pierwszy, jest bardzo ciekawa.






Zanim ruszymy dalej - warto jeszcze raz spojrzeć na mapę. Pierwsza mapa poniżej pokazuje uproszczony podział Etiopii na regiony z zaznaczonym na czerwono granicami regionu, który był celem naszej wyprawy - SNNPRS (czyli Southern Nations, Nationalities and People's Regional State). Stolicą tego regionu jest Awassa, w której zatrzymamy się za kilkanaście dni w drodze powrotnej z południa.



Jak łatwo zauważyć na mapie, dwie największe strefy regionu SNNPRS (zones) to North Omo - czyli Północne Omo (w języku amharskim zwane  Semien Omo)  oraz South Omo - czyli Południowe Omo
(w języku amharskim zwane Debub Omo).
Strefa Północnego Omo, podobnie jak pozostałe strefy i regiony,  została wyznaczona jeszcze w roku 1987 za panowania reżimu Derg a ostatecznie zatwierdzona w nowym podziale administracyjnym ustalonym przez Demokratyczny Rewolucyjny Front Narodowy Etiopii w 1995. Jako zasadę podziału całej Etiopii na regiony przyjęto wtedy dominowanie na danym obszarze jednej grupy językowej od której to nazwę przyjmował cały region. Tak naprawdę zasada ta sprawdziła się jedynie w 5 regionach, w pozostałych mniejsze grupy etniczne czuły się zlekceważone i pominięte.
O ile strefa Południowego Omo przerwała  do dzisiaj, o tyle Północne Omo uległo formalnie podziałowi na mniejsze strefy. W roku 2000 z powodu nasilonych nieporozumień etnicznych Północne Omo zostało podzielone na 3 strefy : Gamo Gofa, Wolayita (zwane także Welayita) oraz Dawro. Szczególnie aktywne w uzyskaniu własnej strefy (a tym samym tożsamości) były grupy etnicznej mówiące językiem Wolayita. Język ten istniał w formie pisanej w Etiopii od 1940 roku, w roku 1981 w tym języku wydany został Nowy Testament i nic dziwnego, że mówiący tym językiem odnieśli się wrogo do prób rządu etiopskiego zmieszania ich języka z kilkoma blisko brzmiącymi lokalnymi jego odmianami. Rząd etiopski próbował wprowadzić w 1998 roku taki sztuczny, mieszany język,  tzw. język Wegagoda - protesty były tak silne , że w efekcie cała
duża strefa North Omo została podzielona na 3 mniejsze strefy. Jak już wspomniałem , Arba Minch leży w strefie Gamo Gofa a poniższa mapa, którą już pokazywałem wcześniej, oddaje chyba najlepiej aktualny podział regionu SNNPRS na strefy. 




Strefa Południowego Omo nosi swoją nazwę oczywiście od rzeki Omo. Na południu strefa ta graniczy z Kenią (włączając to granicę na jeziorze Turkana), na południowym zachodzie z tzw. trójkątem Ilemi - spornym obszarem pomiędzy Etiopią, Kenią i Sudanem, na zachodzie z Sudanem Południowym, na północnym zachodzie z regionem Gambella a na wschodzie z regionem Oromia. Stolicą Południowego Omo jest Jinka, która będzie naszym punktem wypadowym do odwiedzenia Mago Park oraz plemienia Mursi. Jinka ma około 20 tys. mieszkańców i leży 750 km od Addis Abeby i 520 km od Awassy.  

Podział administracyjny z pewnością ułatwia nam zlokalizowanie na mapie naszej trasy i celów podróży, ale tak naprawdę najważniejszy jest podział terytoriów zajmowanych poprzez poszczególne plemiona. Terytoria te zajmowane są zgodnie z tradycją przez dane  plemię od wieków i czasem są  powodem nawet ostrych konfliktów. Niestety, rząd Etiopii prowadzący od lat wręcz celową politykę przesiedleń w tym rejonie nasila często te konflikty i zaburza tradycyjne podziały. Napisałem, że polityka ta jest "celowa", bowiem niewątpliwie rząd Etiopii chce "ucywilizować" Południowe Omo - stąd masowe wysiedlanie plemion z ich odwiecznych terenów pod pretekstem budowy dróg, stąd przesiedlanie plemion na nowe tereny, stąd regulacja rzeki Omo, która de facto przyczyni się do upadku i zaniku tutejszych plemion.

Mapa poniżej pokazuje tereny zamieszkiwane przez poszczególne plemiona ( w prawym górnym rogu widać lokalizację elektrowni Gibe III na rzece Omo)




Gdyby przypasować tę mapę terenów zamieszkiwanych przez te plemiona do pokazanej wyżej mapy administracyjnej, to plemię Mursi (w języku lokalnym Mursi nazywają się Mun) zamieszkuje woredę Selamgo (inaczej zwanej Sela Mago) na zachodzie regionu. Woredę tę zamieszkuje także plemię Bodi (Me'en) na północy oraz plemię Dime na północnym wschodzie. Rząd Etiopii przesiedlił w ostatnich 10 latach latach około 7000 członków plemienia Konso do tej woredy i zamieszkują oni 6 wiosek na wschód od Hana (stolicy woredy) pomiędzy terytoriami zajmowanymi przez Bodi i Dime. Jak widać na mapie, najwyższą górą Sela Mago jest Mt Smith - 2560 m n.p.m. Odwiedzimy wszystkie te plemiona w ciągu najbliższych dni, dojedziemy aż do jeziora Turkana odwiedzając plemię Dassanech i wrócimy po wschodniej stronie odwiedzając plemiona Kara, Banna, Tsemai, Arbore i Konso. Mieliśmy w planie także wizytę daleko na zachód po granicę z Sudanem Południowym, aby odwiedzić plemię Suri ale dzisiaj byłaby to decyzja i wyprawa bardzo ryzykowna. 
Na powyższej mapie zaznaczono także (żółte granice) wspomniany wcześnie "trójkąt Ilemi" - sporny obszar pomiędzy Sudanem Południowym, Etiopią i Kenią. Nazwa tego trójkąta pochodzi od imienia jednego z przywódców plemienia Anuak, żyjącego na granicy Sudanu i Etiopii. Trójkąt ten był obszarem wielu wypadów wojskowych armii etiopskiej, tematem obrad pokojowych - dzisiaj pozostaje pod zarządem kenijskim.

Tego dnia, w czwartek mieliśmy do pokonania trasę między Arba Minch i Jinka. W Jinka jest szpital, więzienie i 4 hotele. My nie zarezerwowaliśmy hotelu wcześniej, nie będąc pewnym tempa naszej podróży, stąd pozostało nam zamieszkanie w nie najlepszym z nich, ale znośnym - Goh Pension (znacznie lepszy jest Jinka Resort oraz Orit Hotel). Główny targ odbywa się tutaj 2 razy w tygodniu - we wtorki i soboty (choć na mniejszą skalę handel trwa tutaj codziennie) i jeżeli to możliwe warto dopasować odwiedziny w tym mieście do dni targowych. My mieliśmy dojechać do Jinka w czwartek po południu, po wyjechaniu z Arba Minch drogą przez Konso, Woyto i Key Afer. W Konso i Key Afer czwartki są dniem targowym, wykorzystaliśmy to i w obu miejscach odwiedziliśmy lokalne targowiska. 

Konso leży nad rzeką Sagan i w języku lokalnym często nazywane jest Pakawle. Jest centrum administracyjnym woredy, której nazwa pochodzi oczywiście od plemienia Konso zamieszkującego ten obszar. Konso wpisane zostało na listę zabytków UNESCO głownie z trzech powodów: po pierwsze tradycji religijnych i drewnianych rzeźb żałobnych zwanych waga (waaka), charakterystycznych tylko dla tej części Etiopii. Po drugie, znajdują się tutaj stanowiska archeologiczne, gdzie znaleziono jedne z najstarszych szczątków hominidów. Po trzecie, plemię Konso słynie z  tarasowej uprawy ziemi, wykorzystując znakomicie skromne zasoby tutejszych rzek (zwłaszcza rzeki Taalpena, dopływu Sagan) oraz tradycji budowy charakterystycznych osad. Łatwo rozpoznać, że jest się na terenach Konso, gdyż kamienne, wielopoziomowe tarasy charakterystycznie zmieniają okoliczny krajobraz. Do Konso wrócimy i będziemy tutaj nocować w drodze powrotnej, aby odwiedzić jedną z osad plemienia - napiszę o tej wizycie, samym mieście i zwyczajach plemienia Konso na dalszych stronach Zeszytu.

W okolicach Konso na drodze zaczynają pokazywać się dzieci, które skaczą, tańczą i wykrzykują w kierunku samochodów. W ten sposób proszą o plastikowe butelki, które turyści wyrzucają im z samochodów. Ponieważ najpopularniejsza woda dostępna w Etiopii w plastikowych butelkach  nazywa się "Highland", dlatego tereny w okolicach Konso noszą w lokalnym slangu taką samą nazwę - Highland. 


Dzieci tańczące przy drodze w okolicach Konso





Targ w Konso to mieszanka zwyczajów, ludzi i towarów wynikająca z jednej strony z handlu lokalnymi, tradycyjnymi towarami oferowanymi przez lokalne plemiona a z drugiej strony Konso to miasto do którego wkracza "cywilizacja" - spotkamy więc tutaj ludzi ubranych po europejsku, handlujących telefonami komórkowymi i sprzętem elektronicznym. Sieć komórkowa istnieje w Konso od 2003 roku. Gdy tylko przyjechaliśmy na targ, Lungo od razu zaczął negocjacje cenowe z jednym ze sprzedawców handlujących kartami pamięci. Obeszliśmy targ wzdłuż i wszerz i niewątpliwie ze względu na taki przekrój handlujących nie  przypomina on typowych, lokalnych, plemiennych targowisk - takie mieliśmy dopiero zobaczyć w Dimeka czy Turmi. Także z tego powodu dość niechętnie reagowano na wykonywane przez nas zdjęcia. Szczególnie sprzedający alkohol obserwowali nas uważnie. Warto powiedzieć, że charakterystyczne żółte naczynia (baniaki), których pełno wśród handlujących na wszystkich targowiskach Etiopii służą głównie do transportu i przechowywania alkoholu. Warto też wiedzieć, że lokalne bary oferujące posiłek mają u wejścia przybity duży talerz, jako znak miejsca, gdzie można coś zjeść. Jeżeli obok talerza umieszczony jest także taki żółty baniak oznacza to, że sprzedawany jest tutaj także alkohol. 

Targ w Konso











Ruszyliśmy dalej w kierunku Key Afer. Droga jest całkiem przyzwoita, miejscami asfaltowa, obok trwają intensywne prace przy budowie nowej drogi. Przy jej budowie zatrudnienie znalazło wielu miejscowych, warunki pracy są ciężkie, mało sprzętu zmechanizowanego,  praca do późnej nocy, pracownicy nie wracają na noc do swoich domów, ale śpią przy budowanej drodze w prowizorycznych szałasach. 

Dojechaliśmy do Weyto i oczywiście - obowiązkowa przerwa na kawę.
Weyto to mała mieścina, terytorium na którym żyje i dominuje małe plemię Tsemay (następna notatkę poświecę temu mało znanemu plemieniu). Spotkać tutaj można także przedstawicieli plemienia Bana i Konso. Sama miejscowość jest dzisiaj głównie przystankiem w drodze do Jinka, leży na wysokości 580 m n.p.m., nad rzeką Weyto. 
Miejsc do wypicia kawy jest co niemiara, są to zazwyczaj małe stanowiska pod dachem, kilka siedzeń wokół małego stolika obsługiwane przez jedną lub dwie kobiety. Usiedliśmy obok trójki miejscowych mieszkańców. Tym razem zamówiliśmy kawę z mlekiem. Nie jest to informacja banalna, bowiem picie kawy z mlekiem w Etiopii do dzisiaj budzi zdziwienie miejscowych, zwłaszcza na terenach rzadziej odwiedzanych przez turystów. Picie kawy z mlekiem stało się w Etiopii bardziej popularne po wojnie włosko-etiopskiej (1936-1941) i włoskiej okupacji tego kraju. Kawę z mlekiem podaje się tutaj jako znane nam  macchiato lub tzw. bunna beletet - czyli kawę z bardzo dużą ilością mleka.

Nasz przewodnik Lungo i kierowca Semeneh



Kolejny przystanek na trasie do Jinka - to Key Afer. Droga wiodła stopniowo pod górę. Key Afer leży na wysokości 1800 m n.m.p. Tutaj najliczniej reprezentowani są Ari, jedno z największych plemion Etiopii, których osady rozciągają się aż do Jinka (jedną z następnych notatek poświęcę opisowi tego plemienia). Widoki przednie, coraz wyższe góry i coraz mniej ludzi na drodze.




Na targu w Key Afer obok Ari spotkać można także  członków plemienia Tsemay i Bana, kilka kobiet pozowało nam do zdjęć. Sam targ ma już nieco inny charakter niż w Konso, więcej przedstawicieli lokalnych plemion ubranych w tradycyjne stroje, więcej także towarów rolnych, bydła, mniej elektroniki.
Z jednej strony osoby idące nawet cały dzień z ciężkim bagażem na plecach, aby sprzedać swój towar na targu. Z drugiej strony sprzedawcy podjeżdżający samochodami lub na motorach. Naszym zdaniem, także bardziej przyjazna, relaksująca atmosfera (choć to bardzo subiektywne wrażenie). W pewnym momencie największą uwagę wszystkich wzbudził osioł, mający ochotę na amory....... 
Kilka zdjęć poniżej niech odda atmosferę targu w Key Afer.



















Tsemay


Do Jinka dotarliśmy po południu. Tak jak wspomniałem, zamieszkaliśmy w Goh Pension - nie polecamy, są lepsze miejsca do zatrzymania się w tym mieście. Rozpakowaliśmy się, mały lunch w lokalnej restauracji i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Mieliśmy jeszcze w planie zwiedzanie South Omo Research Center, lokalnego ośrodka-muzeum poświęconego historii plemion Doliny Omo. Centrum ma oczywiście szczytne cele badawcze, na pierwszy rzut oka nic specjalnego, ale warto  zwiedzić część muzealną, aby poznać trochę faktów i historii. Ponadto mają tam dość bogatą kolekcję filmów video o każdym z plemion zamieszkujących Dolinę Omo i jeżeli czas pozwala warto jeden lub dwa filmy obejrzeć, aby później porównać własne doświadczenia z tymi z filmów - my obejrzeliśmy dwa filmy zrobione przez BBC:  o Mursi i o Dassanech. 

Jinka jest mało ciekawym miejscem, słabo oświetlonym w nocy. Kolację zjedliśmy w restauracji Jinka Resort (przylega do chyba najlepszego hotelu w mieście) - duży wybór dań europejskich. Lungo nam towarzyszył, mieliśmy okazję pogadać o wielu sprawach, o Etiopii i o świecie. Wróciliśmy do hotelu piechotą, późno wieczorem.


28 lutego 2015

Hamar, Hamer,Jinka, kawa, Bana, Ari, regiony, Key Afer, targ, handel, Etiopia, Tsemay, Dolina Omo, plemię, plemiona


← 6. Etiopia: ptaki jeziora Chamo                                                  8. Etiopia: Bana, Ari i Tsemay→